Wpisy

Legia.com: Jacek Magiera – naczelny architekt mistrzowskiej Legii

Przejął drużynę Legii w trudnym momencie. Zespół znajdował się na 14 pozycji w tabeli, nie wygrywając ani razu przed własną publicznością. Drużyna prowadzona przez Besnika Hasiego w lidze zdobywała średnio jeden punkt w meczu. Dla legionistów, którzy bronili mistrzostwa Polski, był to wynik nie do przyjęcia. Jacek Magiera przejął kierownicę i jechał cały czas naprzód. Przejechał metę jako nowy-stary mistrz Polski!

Podczas swojej pierwszej konferencji w charakterze trenera Legii, Jacek Magiera tonował emocje i przed wszystkim mówił o spokojnym powrocie na ścieżkę zwycięstw.

„Ważne, aby drużyna wróciła na odpowiednie tory, zaczęła grać w piłkę tak, jak byśmy chcieli. Zawodnicy muszą wiedzieć czego wymagam, czeka nas praca do wykonania. Żeby powiedzieć, co działo się wcześniej, trzeba zdiagnozować, potem podać dobre leki i odpowiednio karmić” – mówił na pierwszym spotkaniu z mediami. Problem starał się odnaleźć, ale coś takiego nie przychodzi łatwo. Objęcie drużyny w trakcie trwającego sezonu nigdy nie jest prostym zadaniem, dlatego tym bardziej „Magica” czekał twardy orzech do zgryzienia.

„Nad tymi aspektami będziemy mocno pracować. Chciałbym grać ofensywnie, żeby drużyna miała polot. Są mecze, gdzie trzeba grać wynikiem, pod przeciwnikiem. Nie chcę szukać problemu, tylko wszystko rozwiązywać, iść do przodu” – kontynuował. Na początku dla trenera Magiery najważniejsze było to, aby uporządkować zespół, rozwiązać problemy i krok po kroku piąć się do góry.

Pierwszym krokiem w lidze był mecz z ówczesnym wiceliderem LOTTO Ekstraklasy – Lechią Gdańsk. „Na pewno potrzeba sporo czasu i po trzech treningach gra nie będzie wyglądała tak, jak bym chciał. Zawodnicy dostają swoje zadania, mają je wykonywać. Mieliśmy rozruchy, mało było czasu na dużą grę, która pokaże w jakim kierunku zespół ma iść. Musi wrócić pewność siebie, radość z gry, gra kombinacyjna. Zawodnicy mają widzieć się na boisku i grać ze sobą w piłkę” – mówił szkoleniowiec Legii przed swoim pierwszym ligowym meczem. Ważny był czas, którego tak naprawdę nie było, ale Magiera robił co mógł, aby drużynę wprowadzić na właściwy tor.

Przed tym meczem Legię i Lechię dzieliło 12 miejsc w tabeli. Normalnie taka drużyna od początku powinna być skazywana na porażkę, ale w Legii zawsze gramy o zwycięstwo. „To czy w meczu z gdańszczanami będziemy faworytem, zależy już od tego, jak kto na to spojrzy. Lechia jest na dziś dużo wyżej od Legii, ale wychodzimy na boisko po to, by osiągnąć swój cel, a jest nim zwycięstwo” – kontynuował trener Magiera przed swoim debiutem w ekstraklasie. Pierwszy mecz zbliżał się wielkimi krokami, na wielkie zmiany nie było czasu. Magiera nie miał kiedy poukładać drużyny. „Uporządkujemy w niej wszystko. Wiem, że to podstawa. Wchodząc przed pierwszym treningiem do szatni Legii spotkałem ludzi ambitnych, którzy chcą pracować, uczyć się. Ale też takich, którzy chcą być ze sobą i razem osiągać sukcesy” – mówił dla legia.com przed potyczką z Lechią.

„Jest takie powiedzenie, że nie masz wpływu na to, czy dostaniesz szansę, ale masz wpływ na to, czy tę szansę wykorzystasz. Jestem gotowy” – twierdził. Pierwsze odczucia odnośnie pracy szkoleniowca mogły być bardzo dobre – zwycięstwo 3:0 w meczu z Lechią. Ciężko wymarzyć sobie lepszy początek. Pierwsze zwycięstwo w sezonie w meczach u siebie i powoli wszystko zaczyna się układać. Krok po kroku Legia szła do przodu. „To jest dla nas na pewno bardzo dobry wieczór. Gratuluję zawodnikom Legii, zagrali świetne zawody. Dominowali, wiedzieli czego chcą. Byliśmy zespołem aktywnym, biegającym, odbierającym wiele piłek na połowie przeciwnika” – mówił po swoim debiutanckim zwycięstwie „Magic”. Nie było za dużych emocji, zadanie zostało wykonane. Trener nie mówił o celach, a raczej koncentrował się na najbliższych meczach idąc naprzód.

Po zwycięstwie nad Lechią następnym przeciwnikiem byli „Portowcy” ze Szczecina. Poprzednie trzy mecze Legii na wyjazdach, to remis, porażka oraz zwycięstwo. W Szczecinie cel był tylko jeden – zdobyć trzy punkty. „Trzeba biegać od pierwszej do ostatniej minuty w każdym spotkaniu. Zawsze walczymy o zwycięstwo, tu nic się nie zmienia. Rozgrywki ekstraklasy są przepustką do europejskich pucharów, wyłącznie dobry wynik powoduje, że będziemy się liczyli o jak najlepsze miejsce w tabeli. A wiadomo jakie dla Legii jest najlepsze” – mówił Magiera przed meczem z Pogonią. Trener tonował emocje, liczył tylko na końcowy triumf, nawiązując do tego, jaki cel zawsze towarzyszy naszej drużynie.

Pogoń, to pierwszy ligowy wyjazd i pierwsza ligowa porażka. Ale trzeba było pracować, walczyć dalej. „Wiemy, że przed nami dużo pracy. Wiem też jednak, że zespół się podniesie po tej przegranej i w kolejnych spotkaniach będzie walczył o zwycięstwa” – mówił Magiera po meczu w Szczecinie. Legia walczyła, ale nie potrafiła pokonać rywala i zanotowała trzeci mecz bez zwycięstwa na wyjeździe.

Następny krok w żmudnej odbudowie formy Wojskowych, to domowe spotkanie z Lechem Poznań. Derby Polski, które trzeba było wygrać, aby liczyć się w walce o mistrzostwo kraju. Chociaż wówczas to i tak mogły być słowa na wyrost, do meczu z lechitami Legia podchodziła z 12 punktową stratą do lidera i czwartą lokatą od końca. „Nam każde zwycięstwo jest teraz bardzo potrzebne. Buduje atmosferę i morale. Wiemy, gdzie w tabeli dziś jesteśmy. Interesuje nas wyłącznie zwycięstwo. Mistrzostwo Polski zdobywa się wygrywając ze wszystkimi drużynami, nie ma co dzielić rywali na gorszych lub lepszych” – mówił Magiera przed meczem z Lechem.

Zwycięstwo w ostatnich sekundach i trzy punkty zostały w Warszawie. Ciężko powiedzieć co by się teraz działo z legionistami, gdyby tego zwycięstwa nie udało się dokonać. Bramka Kaspera Hamalainena dająca wygraną, dodała skrzydeł Wojskowym. Dzięki niej szanse na obronę tytułu mistrzostwa Polski wciąż wydawały się realne. „Takie zwycięstwa pokazują charakter i cieszę się bardzo z tego, że wygraliśmy dzisiaj w takich okolicznościach. To pokazuje, że w naszych głowach dużo się zmienia, i że zawsze walczymy o zwycięstwo” – powiedział na konferencji prasowej po meczu z „Kolejorzem”.

Po emocjonującym zwycięstwie nad Poznaniakami Legia jechała na wyjazd do Kielc. Brak zwycięstwa w ostatnich trzech meczach na obcych stadionach oznaczał tylko jeden cel – wygraną. „Robimy swoje. Nie ukrywam, że naszym obowiązkiem jest wygranie tego meczu. Podchodzimy z szacunkiem do przeciwnika, natomiast nasze zadanie to tylko i wyłącznie zwycięstwo. Musimy jednak zostawić dużo zdrowia na boisku” – mówił trener przed meczem.

Po trudnym początku i straceniu dwóch bramek legioniści podnieśli się i wygrali 4:2. Kolejny mecz, który budował zespół. Wojskowi przegrywali, ale potrafili wyciągnąć wnioski i w końcu wrócić do domu z trzema punktami. „Drużyna pokazała ogromny charakter. Przegrywając 0:2 wygrała 4:2. Cieszy to, jak zareagowaliśmy na stracone gole. To, co mówimy, że zawsze trzeba myśleć pozytywnie, znalazło potwierdzenie. Z minuty na minutę byliśmy lepsi” – mówił po meczu z Koroną szkoleniowiec. Piłkarze przełamali złą passę, ale i rozpoczęli pewną serię. Wówczas jeszcze nikt nie myślał, że ta wygrana zapoczątkuje imponującą wyjazdową formę legionistów.

Do następnego spotkania Wojskowi podchodzili po świetnym meczu z Realem Madryt w Lidze Mistrzów UEFA, który podopieczni Magiery zakończyli wynikiem 3:3. Legia była pierwszym zespołem, który potrafił strzelić trzy gole zespołowi z Madrytu, odkąd stery przejął legendarny Francuz Zinedine Zidane. Morale w zespole legionistów z meczu na mecz było coraz lepsze. „Chcąc grać w przyszłym roku takie mecze jak z Realem, trzeba wygrać ligę. To chyba największa motywacja dla zawodników. Jesteśmy zdeterminowani. Doceniamy przeciwnika, ale koncentrujemy się na sobie” – mówił Magiera przed zbliżającym się spotkaniem z Cracovią.

Po konfrontacji z „Pasami” trzy punkty zostały w Warszawie, ale trener po meczu podkreślał, że każdy mecz jest najważniejszy, że trzeba, walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć. Legioniści obrali odpowiednie tory, teraz trzeba było na nich zostać. „Każdy mecz będzie dla nas najważniejszy. Nie ma takich, które są mniej ważne, na tym polega sport. Dziś musieliśmy dobrze zareagować na wszystkie wydarzenia związane z meczu z Realem. Liczą się punkty, odrobiliśmy część strat w tabeli” – mówił po meczu z Cracovią „Magic”.

Po trzech zwycięstwach z rzędu legioniści jechali na arcyważny mecz do Białegostoku. Wojskowi okupowali piątą lokatę, natomiast „Jaga” znajdowała się na pozycji lidera.

„Dziś mecz w Białymstoku jest najważniejszy, po nim najważniejszy będzie Dortmund. I tak będziemy mówili sobie dalej. Nie musimy zagrać dobrze. Przede wszystkim chcemy. Z Białegostoku płyną głosy, że Legia jest faworytem, ale to Jagiellonia jest liderem i musimy wziąć ciężar tego na barki. W ostatnich latach to my dominowaliśmy w lidze, zrobimy wszystko, żeby odrobić punkty. Dzisiaj punktów dzieli nas osiem, mamy nadzieję, że po jutrze strata będzie mniejsza” – zapowiadał podczas briefingu szkoleniowiec.

Na Podlasiu oglądaliśmy pokaz siły podopiecznych Jacka Magiery. Legia z terenu lidera przywiozła do Warszawy trzy punkty. Wysokie zwycięstwo, które jeszcze bardziej budowało drużynę, ukazało siłę zespołu. „Uważam, że zagraliśmy bardzo dobre spotkanie. Cieszymy się, że na boisku lidera strzeliliśmy cztery gole. Przed nami następne mecze, ale teraz radość jest bardzo duża” – czuć było emocje w pomeczowej wypowiedzi „Magica”. Kolejna cegiełka, aby osiągnąć końcowy sukces, została dołożona.

Następna stacja – Wrocław. Lokomotywa Jacka Magiery zaczęła jechać coraz szybciej, tym razem na drodze legionistów miał stanąć zespół z Dolnego Śląska. Ewentualna wygrana byłaby piątym zwycięstwem z rzędu. „Mecz ze Śląskiem będzie inny, niż ten z Jagiellonią. Chcemy potraktować go poważnie, nasze miejsce w ekstraklasie nas nie zadowala, jedziemy po wygraną. Wiemy, że tylko stu procentowe podejście, pełna zaangażowania praca, kolektywna gra od pierwszej do ostatniej minuty, może nam dać zwycięstwo” – mówił przed meczem Magiera.

Wysoka i pewna wygrana (4:0), była potwierdzeniem dobrej formy prezentowanej przez legionistów. Coraz bardziej było widać, że na drużynie odciska swoje piętno Jacek Magiera. „Pokazaliśmy intensywność, wystarczy spojrzeć na pierwsze minuty meczu, atakowaliśmy przeciwnika na jego połowie. Przyspieszenie pozwoliło nam zdobyć przewagę. Arytmia jest ważna, gra w jednostajnym tempie do niczego nie prowadzi. Raz gramy wysokim, raz niskim, a raz średnim pressingiem, żeby zróżnicować grę. Mieliśmy być skoncentrowani, dać jakość. To się udało” – mówił po meczu zadowolony szkoleniowiec.

„Nie możemy dopuścić do rozluźnienia. Będą walczyć do ostatniej minuty, chcemy podejść do spotkania z nimi jak do najważniejszego meczu w sezonie. Na dzisiaj taki właśnie jest” – wypowiadał się na temat najbliższego meczu z Wisłą Płock Jacek Magiera. Derby Mazowsza, kolejny niezwykle ważny mecz, bo Legia… goniła i goniła. Wciąż do pierwszych drużyn zostało kilka punktów do odrobienia, więc nie było miejsca na margines błędu.

Nadeszło rozluźnienie, po pięciu zwycięstwach z rzędu przyszedł czas na remis – lekka zadyszka legionistów i chwila rozkojarzenia. „Czujemy duży niedosyt. Jesteśmy źli, przyzwyczailiśmy się już do zwycięstw. To był trudny wieczór, ale pracujemy dalej. Dalej chodzi o zwycięstwa, choć ten mecz był nieco słabszy od ostatnich. Mam nadzieję, że zawodnicy nie oszczędzali się na kolejny mecz. Nie chciałbym, żeby tak było. Kiedyś w juniorach miałem taką sytuację, że kolega mówił, że oszczędza siły na drugą połowę. Nie wyszedł na nią… Chcieliśmy grać, strzelać bramki, ale nie wyszło” – w taki sposób po meczu wypowiadał się trener Legii.

Po remisie przy Łazienkowskiej przyszedł czas na kolejny mecz wyjazdowy, tym razem Wojskowi jechali do Gliwic na mecz z Piastem. Następny najważniejszy mecz, w którym podopieczni „Magica” nie mogli sobie pozwolić na stratę punktów. „Oczywiście chcemy wygrać w Gliwicach, bo zmusza nas do tego sytuacja w tabeli. Poza tym chcemy zwyciężać, mieć takie przyzwyczajenie, niezależnie od tego na jakim jesteśmy terenie. Pojedziemy do Piasta po trzy punkty. Wiemy, że grają coraz lepiej, ale postaramy się dominować, grać od pierwszej do ostatniej minuty i być skuteczni” – mówił trener na briefingu przedmeczowym.

Bałkański błysk i Legia zapisała kolejne zwycięstwo na wyjeździe. Nie było miejsca na błędy – legioniści znów zanotowali przekonywującą wygraną. „Wygraliśmy w przekonujący i okazały sposób. Tym bardziej, że w ostatnim czasie graliśmy wyczerpujące spotkanie ze Sportingiem. Mimo wysokiego wyniku,, to był trudny mecz. Włożyliśmy w niego dużo wysiłku i znów pokazaliśmy charakter. To był jeden z trudniejszych meczów jaki graliśmy ostatnio w lidze. Zagraliśmy skutecznie i tak chcemy grać, do tego cieszyć się grą” – mówił po meczu z Piastem Magiera.

Ostatni mecz w kalendarzu na rok 2016 – do Warszawy przyjechał Górnik Łęczna. Legia, która poprzednią porażkę zanotowała w Szczecinie, cały czas pięła się w górę. Przed meczem z górnikami legioniści byli już na trzecim miejscu w tabeli ekstraklasy, ze stratą siedmiu punktów do liderujących Jagielloni oraz Lechii. Zamysł z meczu na mecz pozostaje bez zmian – zwycięstwo. „Celem jest gonienie czołówki, tytuł mistrza Polski, powtórzenie meczów w Lidze Mistrzów UEFA. To krok po kroku na drodze do sukcesu. Mecz w niedzielę jest dla nas w tej chwili najważniejszym w tym roku. Tak do niego będziemy podchodzić. Miejsce rywala w tabeli nie ma tu znaczenia. Mamy grać z pasją i zaangażowaniem od pierwszej do ostatniej minuty” – mówił szkoleniowiec przed meczem z Górnikiem.

Każdy mecz był najważniejszy. Wojskowi pokazali to na boisku i zanotowali przekonywującą wygraną, koncertowo kończąc rok stulecia Klubu.

To zwycięstwo było również niezwykle ważne z innego powodu – oba liderujące zespoły przegrały swoje spotkania. W związku z tym, zbliżający się rok mógł napawać jeszcze większym optymizmem w kontekście walki o mistrzostwo Polski. „Cel został osiągnięty. Graliśmy bardzo dobrze, cieszyliśmy się grą. Chcieliśmy z przytupem zakończyć ten bardzo udany rok. Tak, aby dziewiątego stycznia wrócić do Warszawy na przygotowania do obrony mistrzostwa Polski” – mówił szkoleniowiec po meczu.

Nowy rok, to nowe problemy Jacka Magiery. W czasie trwania okienka transferowego odeszło dwóch bramkostrzelnych zawodników – Nemanja Nikolić i Aleksandar Prijović. Za nich przyszli – Tomas Necid i Daniel Chima Chukwu, ale nowi zawodnicy musieli zaadoptować się do drużyny i pokazać swoją wartość. Pierwszy mecz w rundzie wiosennej, to spotkanie z Arką Gdynia na wyjeździe. Przed zimową przerwą legioniści imponowali formą na wyjazdach, najważniejsze było, aby tą dyspozycję podtrzymać. „Przede wszystkim chcemy skoncentrować się na pracy, bo po sezonie będziemy rozliczani za miejsce w tabeli i tego, co zrobiliśmy na boisku. Chcemy kontynuować to, co robiliśmy na jesieni, choć wiemy, że poprzeczkę zawiesiliśmy sobie bardzo wysoko. Nie zawsze będzie tak różowo, że wygramy 5:0 czy 4:0, ale naszym celem zawsze będzie wygrywanie. Zmiany w składzie sprawiły, że trochę inaczej będzie to wyglądać. Nikolić to inny piłkarz niż Chukwu, a Necid gra inaczej niż Prijović. Cieszę się, że siła ofensywna, jeśli chodzi o pomocników, nie została złamana. Chcemy, aby cała drużyna grała zarówno w ataku, jak i obronie. Liczymy na to, że odpowiedzialność za strzelanie goli rozłoży się na większą liczbę zawodników” – mówił przed meczem z Arką Magiera.

Pierwszy noworoczny mecz Legia wygrywa skromnie, ale pewnie – 1:0. Jedyną bramkę w zdobył Tomasz Jodłowiec. Najważniejsze były trzy punkty i kontynuowanie drogi do zdobycia tytułu. „Celem było przywieźć trzy punkty i to się udało. Wierzę, że moi zawodnicy będą grali coraz lepiej. Każdy mecz to święto, do każdego spotkania podchodzimy tak samo, czyli na sto procent” – powiedział po zwycięskim meczu z Arką.

W pierwszym domowym spotkaniu w nowym roku, na Łazienkowską miał przyjechać Ruch Chorzów. „Niebiescy” przed spotkaniem z Legią byli w bardzo trudnej sytuacji – zajmowali ostatnie miejsce w tabeli i każdy punkt był dla nich na wagę złota. Wojskowi zaś szli do góry, nie przegrali od dziewięciu spotkań. Rezultat mógł być tylko jeden – zwycięstwo naszej drużyny. „Mamy swoje cele, więc nie ma mowy o kalkulowaniu. Jesteśmy zdecydowanym faworytem meczu z Ruchem i liczy się dla nas tylko zwycięstwo. Chcemy zagrać dobre spotkanie i wejść na wyższy poziom, jeśli chodzi o intensywność i dominację na boisku. Nikt nigdy nie dopisał sobie trzech punktów już przed pierwszym gwizdkiem. To, że chorzowianie są na ostatnim miejscu w tabeli, nie znaczy, że się przed nami położą. Będą walczyć, ale najważniejsze jest to, jak my podejdziemy do tego spotkania” – mówił Magiera przed meczem z Ruchem.

Po meczu był szok i niedowierzanie. Rywal, który był skazywany na pożarcie, wygrywa z Legią na jej terenie. Pierwsza porażka w nowym roku i trzeba było gonić dalej, podnieść się i cały czas mierzyć w najwyższy cel. „W decydujących momentach zabrakło lepszych wyborów, dokładności i skuteczności. Przyjmujemy porażkę z pokorą i pracujemy dalej. Przed nami kolejne wyzwania. Nie odrobiliśmy dzisiaj straty do lidera, ale przed nami jeszcze wiele spotkań. Ta drużyna pokaże, że do końca będzie walczyła o mistrzostwo Polski. To jest nasz cel. Po takim meczu jak dzisiaj będziemy jeszcze mocniejsi w szatni” – podsumował mecz z drużyną z Chorzowa trener. Z perspektywy czasu można stwierdzić, że Magiera miał rację. Była to ostatnia porażka Legii w sezonie.

„Jesteśmy Legią, gramy na swoim boisku i walczymy o mistrzostwo Polski. Naszym obowiązkiem w niedzielę będzie zwycięstwo. Teraz zrobimy wszystko, aby gonić czołówkę, a sezon zakończyć na pierwszym miejscu. Termalica to jedyna drużyna w ekstraklasie, która jeszcze nigdy w historii nie przegrała z Legią, chociaż meczów było tylko trzy. Mamy nadzieję, że tak będzie tylko do niedzieli” – powiedział Magiera przed spotkaniem 23. kolejki z Bruk-Betem. Tylko zwycięstwo – zamysł pozostawał bez zmian. Jednak problemów było coraz więcej, czuć było brak typowej dziewiątki w zespole. Nowi zawodnicy nie zaadoptowali się jeszcze do drużyny i w nowym roku Legia w czterech meczach strzeliła tylko dwa gole. Mecz z Termaliką był doskonałą okazją, aby zmienić tą tendencję.

Niestety, przy Ł3 kolejna strata punktów i Legia wciąż musiała gonić. Remis w meczu z drużyną z Niecieczy nie można było zaliczyć do udanych, kolejny raz nie udało się pokonać Termaliki. „Nie zawsze będzie tak, że będziemy wysoko wygrywać – mówiłem o tym w zeszłym roku. Teraz jest trudny moment. Musimy sobie poradzić z tym wyzwaniem. Nie kreujemy aż tylu sytuacji co jesienią, brakuje skuteczności – to nasza bolączka. Kryzys? Nie uważam tak. To wyzwanie. Musimy wygrać w Lubinie. Każdy piłkarz musi wziąć na siebie większą odpowiedzialność. Stać nas na to, by grać lepiej” – mówił Magiera po meczu.

Nastała najwyższa pora na przebudzenie. Po dwóch meczach bez zwycięstwa przyszedł czas na wyjazd do Lubina. Można było rzec – do trzech razy sztuka – z tym, że w tym sezonie Legia lepiej prezentowała się na wyjazdach. „Strata punktów w Lubinie nie wchodzi w grę. Liczy się tylko wygrana i rozpoczęcie pogoni za liderem. Prawdziwa walka nadejdzie na te ostatnie siedem spotkań, które zostaną rozegrane na przełomie maja i czerwca. Jestem trenerem Legii w trzynastu spotkaniach. Dziewięć meczów wygraliśmy, dwa zremisowaliśmy, dwa przegraliśmy. Obejmowałem drużynę, która miała dziesięć punktów do lidera. Dzisiaj mamy siedem. Był taki moment, że mieliśmy pięć, a mogliśmy mieć dwa. Nie wykorzystaliśmy tego. W sporcie tak jest. Liczy się to co jest na końcu, a nie to co jest w czasie rundy. Dajcie popracować, cierpliwości” – stwierdził Magiera przed spotkaniem w Lubinie.

Legioniści zainkasowali na Dolnym Śląsku trzy punkty, odnosząc szóstą kolejną wygraną na wyjeździe i gonili dalej. „Jesteśmy bardzo zadowoleni, że na tak trudnym terenie wygraliśmy. Piłka cieszyła naszych zawodników, zrobiliśmy wiele akcji” – powiedział po zwycięskim meczu szkoleniowiec Legii.

W następnej kolejce na Łazienkowską miała przyjechać Wisła Kraków, odwieczny rywal, który nigdy nie odstawia nogi. Zapowiadało się trudne spotkanie, które Wojskowi po prostu musieli wygrać. Przed 25 kolejką Legia miała cztery punkty straty do liderującej Lechii, dlatego cel pozostawał ten sam – zwycięstwo i dalsza gonitwa. „Wisła jest jedyną drużyną w ekstraklasie, z którą jeszcze nie mierzyłem się jako trener. Naszym celem jest zwycięstwo i zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby zagrać dobry mecz i wygrać. Nieważne, kto strzeli, najważniejsze aby drużyna zwyciężała, abyśmy realizowali swoje cele. Mecz z Wisłą jest jednym z tych, który może nas do nich przybliżyć” – mówił przed meczem z „Białą Gwiazdą” szkoleniowiec.

Była to pierwsza noworoczna wygrana na własnym stadionie i trzy punkty zostały w Warszawie. Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa.

„Klasyk tylko z nazwy, to był przede wszystkim mecz o trzy punkty. Tabela jest coraz bardziej spłaszczona, różnice są coraz mniejsze i o to chodzi. Spodziewam się jeszcze trudniejszych spotkań, nie widowiskowych, lecz wyrachowanych. Celowo cofnęliśmy się w drugiej połowie, aby dowieźć ten wynik do końca i udało się. Chcemy cieszyć naszą grą, grać do przodu. Ciągle trenujemy, aby było lepiej” – tak szkoleniowiec podsumował mecz z Wisłą.

Kolejny mecz, to arcyważne spotkanie z Lechią w Gdańsku. W końcu nadeszła okazja, aby prześcignąć bezpośrednich rywali. Przed 26. kolejką ekstraklasy ścisk w tabeli był już coraz większy, ewentualna wygrana pozwalała na wyprzedzenie drużyny Piotra Nowaka.

„To dla nas normalny mecz o trzy punkty. Oczywiście z bardzo dobrym przeciwnikiem na jego terenie. Z przeciwnikiem, który jest przed nami w tabeli, gonimy go od października, różnica punktowa wciąż się zmniejszała i mamy wreszcie szanse, aby go wyprzedzić. Dla nas liczy się zwycięstwo. Z szacunkiem do przeciwnika, ale chcemy wygrać. Mistrzostwo jednak wygrywa się z każdym, a nie tylko z Lechią. Cieszę się, że różnice w czubie tabeli są małe i zrobimy wszystko, aby na koniec sezonu być na pierwszym miejscu” – wypowiadał się o zbliżającym się meczu trener Magiera.

Cóż to było za spotkanie i co wejście Michała Kucharczyka! Jedno z wielu zwycięstw, które z(pod)budowało drużynę. Jeden z bardziej kluczowych momentów w sezonie – gdyby nie odrobienie strat i późniejsza wygrana, teraz moglibyśmy być w innym miejscu. „Wiedzieliśmy, że będzie trudno. Chcieliśmy jednak przenieść doświadczenie z europejskich pucharów na polski grunt. Każdy zawodnik zagrał dzisiaj bardzo dobrze. Jestem zadowolony ze zmiany, którą dał Michał Kucharczyk. Do wszystkiego podchodzimy jednak z pokorą, bo przed nami jeszcze 11 meczów. Nie jesteśmy w nie wiadomo jakiej euforii. To spotkanie było bardzo ważne z wielu powodów, Legia rzadko ostatnio wygrywała w Gdańsku. Cieszy mnie bardzo to, że graliśmy do końca” – mówił trener po meczu nie ukazując zbytnich emocji. Na radość miał być jeszcze czas.

Po meczu z Lechią piłkarze pojechali na zgrupowanie reprezentacji, ale po powrocie trzeba było wrócić do walki o ligowe punkty. Cały czas nie było miejsca na margines błędu, kolejne wygrane były obowiązkiem. Następnym rywalem legionistów była Pogoń Szczecin, która już raz potrafiła pokonać zespół Magiery. „Pamiętam przegraną w Szczecinie. Straciliśmy bramki po kontrach i rzucie karnym. Nie dzielimy przeciwników na lepszych i gorszych. Najważniejszy jest mecz z Pogonią, później będziemy myśleć, co dalej” – mówił na przedmeczowym briefingu szkoleniowiec Legii.

Czwarta wygrana z rzędu i dalsza pogoń za liderem stała się faktem. Gole Kucharczyka i Vadisa Odjidja-Ofoe dały zwycięstwo naszej drużynie. „Wykonaliśmy zadanie, jakie sobie założyliśmy. Wiedzieliśmy, że Pogoń będzie robić wszystko, żebyśmy się nie rozwinęli. Wygraliśmy zasłużenie, w czym bardzo pomogli nam kibice. Świetnie dopingowali, dzięki czemu piłkarze mieli jeszcze więcej sił i motywacji” – podsumował spotkanie z „Portowcami”.

Po wygranej na Pomorzu, która była wręcz obowiązkowa, przyszedł czas na wyjazd do Poznania. Kolejne Derby Polski, które zawsze elektryzują wszystkich miłośników naszej ekstraklasy. Było to niezwykle istotne starcie w kontekście walki o tytuł najlepszej drużyny kraju. „Ten mecz nie zaważy na tym, kto zdobędzie tytuł. Aby osiągnąć cel, trzeba wygrywać, grać dobrze, budować swoją markę i wiarę w siebie. Ten mecz da dużo pod względem mentalnym. Wiemy, że jest podział punktów. Nie powiem teraz nic odkrywczego, ale oczywiście lepiej jest wygrać niż przegrać. Piwo będzie smakowało lepiej, jak osiągniemy mistrzostwo Polski. Jeśli nie osiągniemy swojego celu, będzie miało gorzki smak. Dla nas to tak samo ważny mecz jak każdy i chcemy go wygrać. Jesteśmy Legią i w naturze mamy walkę” – tak wypowiadał się na temat zbliżającego się spotkania z Lechem trener Magiera.

W życiu nic nie zdarza się dwa razy? A jednak. Za Legią było kolejne starcie z Lechem, w którym emocje sięgały zenitu. Przegrywaliśmy 0:1, ale wtedy… wszedł Kasper Hamalainen. Dzięki bramce Fina – i wcześniej Maciej Dąbrowskiego – pokonaliśmy Poznaniaków 2:1. „Nie skłamię, jeśli powiem, że jesteśmy zadowoleni. Zagraliśmy dobry mecz, to było widowisko, które trzymało w napięciu wszystkich kibiców. Gratuluję drużynie za walkę do końca, za akcję za akcję. Naszym celem było zwycięstwo. Chcieliśmy atakować Lecha na ich połowie. Liga wciąż trwa, dopiero wchodzimy w decydującą fazę” – trener w swoim stylu wypowiadał się po meczu tonując emocje, ale coraz mocniej budując w legijnej świadomości szansę na obronę tytułu.

Po dramatycznym zwycięstwie w Poznaniu przyszedł czas na mecz w Warszawie. Do stolicy miała przyjechać drużyna Macieja Bartoszka – Korona Kielce, która wciąż walczyła o „ósemkę”. Przed pierwszym gwizdkiem w meczu Wojskowych, zakończył się mecz Jagiellonii, która straciła punkty. W razie ewentualnej wygranej Legia mogła wskoczyć pierwszy raz w tym sezonie na fotel lidera. „Musimy zagrać na swoim poziomie, to da nam gwarancję, że powalczymy o trzy punkty. Nie możemy lekceważyć przeciwnika. Naszą rolą jest walka od pierwszej do ostatniej minuty. Zwycięstwo z Lechem dało nam przede wszystkim trzy punkty i więcej pewności siebie. Pokazało, że nie ma rzeczy niemożliwych, że przegrywając trzy minuty przed końcem, można mecz wygrać. Chcemy, aby Legia miała mentalność zwycięzców, aby każdy zawodnik walczył od początku do końca. Chcemy to zaszczepić w naszych piłkarzach” – powtarzał jak mantrę „Magic”.

To był pierwszy mecz w erze Jacka Magiery bez strzelonej bramki. Po remisie Legia nie wskoczyła na fotel lidera. Trzeba było walczyć dalej. „Gonimy od początku sezonu. Goniliśmy w pewnym momencie cztery drużyny. Jesteśmy blisko. Najważniejsze jest to, aby na pierwszym miejscu być po 37. kolejce. Zrobimy wszystko, aby tak było. Nie każdy mecz da się wygrać. Ten dzisiejszy był bardzo brzydki, ale takie spotkania się zdarzają. Mamy punkt, z którego dzisiaj powinniśmy się cieszyć” – mówił po meczu z Kielczanami.

W ostatniej kolejce rundy zasadniczej Legia jechała na mecz z Cracovią. Przed jego rozpoczęciem była jeszcze szansa, aby skończyć ten etap rozgrywek na pierwszym miejscu. Trzeba było jednak liczyć na wpadkę Jagielloni. „Liczę, że w ostatniej kolejce kibice obejrzą dobre widowiska. My po swoim spotkaniu dowiemy się, czy zajmiemy pierwsze czy drugie miejsce, bo przy naszej wygranej z Cracovią, nie ma innej opcji. Gonimy odkąd pamiętam, ale cel się nie zmienia. Legia zawsze musi być pierwsza” – stwierdził przed meczem.

Wygrana w Krakowie dała dziewiąte kolejne zwycięstwo na wyjeździe. Jagiellonia nie straciła jednak punktów i na koniec rundy zasadniczej byliśmy na drugim miejscu. Pierwszy raz od wprowadzenia reformy ESA37, Legia nie zakończyła tego etapu rozgrywek na pozycji lidera.

„Nie zdążyłem jeszcze przeanalizować terminarza. Najpierw skupiamy się na Wiśle, później na Jagiellonii. Ostatni mecz, z tego co pamiętam, to Lechia u siebie, ale to nie ma znaczenia. W rundzie finałowej liczy się wybitność, a nie przeciętność, takie jest nasze hasło” – mówił po meczu Magiera.

Sezon wkraczał w decydujący moment, a początek rundy finałowej to zdecydowanie większe emocje. Z meczu na mecz było ich coraz więcej. Pierwsze spotkanie to starcie z Wisłą Kraków. Nie jest to „Biała Gwiazda” z początku wieku, ale wciąż trudny przeciwnik, z którym trzeba było wygrać. „Cieszę się, że gramy pierwszy mecz z dobrym przeciwnikiem, który będzie wymagał od nas koncentracji. Jestem przekonany, że to będzie dobry mecz. Mam nadzieje, że będziemy w niedzielę drużyną lepsza i zdobędziemy trzy punkty” – powiedział na konferencji prasowej przed meczem z wiślakami.

„Walczymy dalej. Mamy jeden punkt i idziemy dalej. Przed nami sześć meczów. W drużynie drzemie jest duży potencjał i nadal będziemy walczyć o mistrzostwo” – komentował remis z Wisłą szkoleniowiec. Pierwszego akordu rundy finałowej legioniści nie zaliczyli do udanych. Tylko remis z Wisłą Kraków (1:1) i komplikacja sytuacji w walce o mistrzostwo Polski. Wciąż trzeba było gonić. Jagiellonia swój mecz wygrała, a więc strata do lidera znów się zwiększyła.

Po remisie z Wisłą przyszedł czas na wyjazd do Szczecina. Forma wyjazdowa legionistów w tamtym czasie była imponująca – dziewięć meczów i dziewięć zwycięstw. Jednakże ostatnia porażka w spotkaniach na obcych stadionach, to właśnie mecz z „Portowcami”. Przyszedł więc czas na rewanż. „To będzie zupełnie inne spotkanie, niż pół roku temu. Między innymi na podstawie tamtego meczu będziemy przygotowywać drużynę. Nie zmieniamy koncepcji, szukamy recepty na skuteczność i walczymy. Jesteśmy w takim momencie sezonu, że musimy walczyć. Nie będziemy robić rewolucji na sześć kolejek przed końcem. To tak jak maturzyści: długo pracujemy, aby zrealizować swój cel jakim jest mistrzostwo Polski. Krok po kroku do tego dążymy” – powiedział Magiera przed konfrontacją z drużyną Kazimierza Moskala.

Cel został osiągnięty – zwycięstwo w kolejnym meczu wyjazdowym. Trzy punkty przyjechały do Warszawy. „Zagraliśmy dojrzale, tak, aby w pewnych momentach punktować. W przerwie mówiliśmy zawodnikom, żeby nie stracili głowy, by myśleli, że mamy aż 45 minut, by zdobyć bramkę. Udało się szybko, po strzale Nagya. Cieszymy się ze zwycięstwa, potrzebowaliśmy go. Kosztowało nas sporo wysiłku, ale teraz łatwych meczów już nie ma” – komentował spotkanie z Pogonią.

Po wygranej batalii w Szczecinie legioniści mieli do rozegrania przy Łazienkowskiej mecz z drużyną z Niecieczy. Była to doskonała okazja, aby w końcu zanotować pierwsze zwycięstwo w starciach z Bruk-Betem. „Nikt nie będzie myślał o tym, że w ostatnim meczu z Bruk-Betem padł remis, bo to już historia. Dążymy do tego, aby drużyna była w takiej formie, żeby odnosić zwycięstwa. W sporcie trzeba patrzeć przed siebie i patrzeć na to, co jest do zdobycia. Każdy widzi jaka jest sytuacja w tabeli i co trzeba zrobić, aby dojść do celu, który sobie wyznaczyliśmy” – stwierdził na przedmeczowym briefingu trener Magiera.

Tego było Legii trzeba, przekonywujące zwycięstwo nad zespołem Termaliki i można było coraz śmielej iść po swoje. „Wygraliśmy zasłużenie. Wiemy jednak, że to co najważniejsze, dopiero przed nami” – dość lakonicznie komentował najwyższe zwycięstwo (6:0) od 13 lat szkoleniowiec Wojskowych.

Po pewnym i historycznym zwycięstwie przyszedł czas na pierwsze starcia pomiędzy drużynami z pierwszej czwórki. Legia miała do rozegrania spotkanie z Lechem Poznań, Jagiellonia grała zaś z Lechią. Ta kolejka mogła przetasować czołówkę tabeli, ewentualna wygrana nad poznaniakami oznaczała prześcignięcie bezpośredniego rywala o tytuł i zapewnienie sobie korzystniejszej sytuacji przed finiszem rozgrywek. „Jestem przekonany, że każdy z zawodników, który wyjdzie na boisko, da z siebie maksimum. Nie jest ważne, kto strzeli gola, liczą się trzy punkty i wygrana. Wiem, że każdy z piłkarzy zrobi wszystko, aby tak się stało. Nie mam nic przeciwko, aby Kasper znowu zdobył bramkę. Życzę mu tego. Celem jest wygrana i wyprzedzenie naszego najbliższego rywala w tabeli. Nie traktujemy tego meczu jakoś specjalnie. Od wielu miesięcy gonimy, teraz jesteśmy blisko, kolejne punkty są nam bardzo potrzebne. Wkroczyliśmy w decydującą fazę sezonu. W środę wyjdziemy na boisko po to, aby dobrze zagrać, być skutecznym, a na końcu zwyciężyć” – mówił przed meczem z Lechem trener Magiera.

W Warszawie byliśmy świadkami doskonałego spotkania w wykonaniu legionistów i niezwykle ważnej wygranej z rywalem do tytułu. W końcu po meczu szkoleniowiec Wojskowych nie mówił, że Legia dalej musi gonić. Wygrana z Lechem pozwoliła prześcignąć rywala, ale i ówczesnego lidera ekstraklasy w tabeli. Jagiellonia poległa w Gdańsku 0:4 i po tej kolejce w końcu Legia objęła przodownictwo w ligowej stawce. „Najważniejsze jest teraz to, aby zachować koncentrację. Jesteśmy liderem po raz pierwszy, nasza praca na pewno nie poszła na marne. Jestem zadowolony z każdego zwycięstwa. Chcąc zostać mistrzem Polski, trzeba wygrywać” – powiedział na pomeczowej konferencji „Magic”.

Następna kolejka zwiastowała kolejne potyczki między zespołami walczącymi o tytuł. Tym razem legionistów czekał wyjazdowy mecz w Białymstoku. W końcu nie trzeba było gonić, teraz to Wojskowi byli liderem. Na dodatek ostatnie miesiące, to była imponująca seria 10 kolejnych zwycięstw na wyjeździe, ale tym razem poprzeczka była postawiona wyżej. Zespół Michała Probierza tak łatwo walki o tytuł nie odpuścił. „Jesteśmy pierwszy raz liderem, do tej pory, odkąd wraz ze sztabem przejęliśmy drużynę, cały czas goniliśmy. Jesteśmy w komfortowej sytuacji i walczyliśmy mocno, aby być w tym miejscu. Zrobimy wszystko, aby utrzymać pozycję lidera. Wszystko w naszych głowach i nogach. Doceniamy przeciwnika, ale jesteśmy pewni siebie i jedziemy walczyć do Białegostoku o pełną pulę” – mówił na konferencji.

Ewentualna wygrana na stadionie przy ulicy Słonecznej mogła praktycznie przesądzić o tym, kto zostanie mistrzem Polski. Tak się jednak nie stało i w Białymstoku byliśmy świadkami bezbramkowego remisu. Mecz, w którym nikt nie chciał zaryzykować, bo ryzyko było ogromne. Jeden błąd mógł oznaczać koniec marzeń o tytule. „Wszystkie drużyny grające o mistrzostwo zdobyły po jednym punkcie. Na dwie kolejki przed końcem sezonu Legia jest liderem i ma dwa ‘oczka’ przewagi nad resztą stawki. Ja jestem z tego zadowolony. Ten mecz to już historia, a tytuł mistrza Polski zdobędzie drużyna, która będzie najlepiej przygotowana do dwóch ostatnich meczów. Chcemy cały czas grać swoje, być drużyną, która skupia się na sobie, a nie na przeciwniku” – powiedział szkoleniowiec po remisie Legii z Jagiellonią.

Przedostatnia kolejka LOTTO Ekstraklasy, w której dużo mogło się wydarzyć, to spotkanie z Koroną w Kielcach. Wszyscy pretendenci do tytułu rozgrywali mecze z zespołami niżej notowanymi. Wpadka któregoś z zespołów mogła przekreślić ich szansę na mistrzostwo. Zespół Macieja Bartoszka w ostatnim czasie spisywał się nienagannie, dlatego do tego meczu trzeba było podejść w pełni skoncentrowanym. „Spokój, pewność siebie, wiara. To co jest najważniejsze w sporcie. Koniec sezonu się zbliża. Cieszymy się z sytuacji w tabeli, pamiętamy jaką stratę Legia miała we wrześniu. Wszystko w naszych głowach i w naszych nogach. Chcemy zakończyć ten sezon tak, jak to sobie zakładaliśmy i tak jak marzyliśmy. Mamy dwa mecze i drużyna zrobi wszystko, aby je wygrać” – powiedział na przedmeczowym briefingu Magiera.

Łatwo nie było, ale plan został wykonany. Skromne zwycięstwo 1:0 – właśnie w takich meczach zdobywa się mistrzostwo. Każdy zespół z pierwszej czwórki wygrał swoje spotkanie, a więc ostatnia kolejka miała być tą decydującą o mistrzostwie Polski. Emocje sięgały zenitu. „Brawa dla drużyny za to, że wybroniła to jednobramkowe prowadzenie, dzięki któremu nadal mamy wszystko w swoich nogach. Celem numer jeden było zwycięstwo, a celem numer dwa to, by Odjidja, Hlousek oraz Rado nie złapali kolejnej kartki. Cieszę się też z tego, że nikt nie zakończył tego spotkania z kontuzją. Nie będzie specjalnych przygotowań do meczu z Lechią, będziemy normalnie trenować” – powiedział szkoleniowiec po zwycięstwie Legii w Kielcach.

Parafrazując znane powiedzenie można śmiało stwierdzić, że Jacek Magiera zastał Legię drewnianą, a teraz ma murowaną. Bądźcie razem z nami, za rok idziemy po 14. Tytuł!

Legia.com

Autor: Michał Kacner