Wpisy

Legia.net: Jacek Magiera – trener z charakterem i zasadami

Legia.net

Kiedy Jacek Magiera był trenerem rezerw Legii, bardzo często nosił ze sobą skoroszyt pełen opisów meczów, treningów, poszczególnych zawodników. Brulion pełen informacji o każdym swoim piłkarzu. Wtedy była to dla niego pierwsza samodzielna praca. Wcześniej był asystentem kolejnych trenerów Legii. Razem z nimi smakował ekstraklasy, Pucharu Polski czy europejskich pucharów. Nabywał doświadczenie. Wiedział, że przełoży się to na jego samodzielną pracę. Z czasem obiecano mu, że poprowadzi pierwszy zespół Legii Warszawa. Czas leciał, szkoleniowcami zostawali kolejni obcokrajowcy, a „Magik” był pomijany. Po nieudanym eksperymencie z Besnikiem Hasim wraca jednak do stolicy, ale już jako człowiek, który ma wyciągnąć zespół z kryzysu.

Były piłkarz z sukcesami nie zawsze będzie dobrym trenerem. To w Legii pokazał ostatnio Besnik Hasi. Kiedy zawodnik kończy karierę, a zaczyna pracę szkoleniową, oceniany jest od nowa. Jacek Magiera na swoją trenerską ocenę pracuje już dziesięć lat. Przez długi czas był asystentem kolejnych opiekunów Legii Warszawa. – Ma spore doświadczenie, choć nie prowadził jeszcze drużyny w ekstraklasie. Był asystentem kolejnych trenerów w Legii, uczył się i obserwował, a on zawsze dużo widział. Chłonął wiedzę i potrafił wymieszać te najlepsze cechy szkoleniowców z którymi współpracował i jako piłkarz i jako trener. Jest bardzo ambitny – zawsze taki był. Czasem miałem wrażenie, że chciał aż za bardzo. To dobry człowiek, z zasadami, nie jest dwulicowy, każdy piłkarz może mu zaufać i się nie zawiedzie – mówi Stefan Białas, z którym Magiera też współpracował. – To zawsze była bardzo pożyteczna osoba w moim sztabie, bardzo ważna. Piłkarze mieli do niego szacunek, był dla nich autorytetem. Takie rzeczy widać, to się czuje na treningach i poza nimi. Swoją sumienną pracą i tym jak bardzo jest sprawiedliwy, potrafi sobie zjednać ludzi. I o to w tym chodzi. Trener ma władzę nad zawodnikiem, ale nie może jej nadużywać. Ważne by przekonać ludzi do swoich metod pracy i pomysłu na drużynę – twierdzi z kolei Jan Urban.

Magiera w trakcie pracy asystenta kolejnych trenerów w pewnej mierze mierze zajmował się wprowadzaniem młodzieży do zespołu. Przejawy do „opieki” nad juniorami przejawiał już jako piłkarz, gdy potrafił robić kartkówki zawodnikom przygotowującym się do prac klasowych w szkole. Ot, choćby Maciejowi Korzymowi, którego przepytywał z historii. Później pojawiał się też w placówce na Powiślu, nieopodal Legii, gdzie spora grupa młodych legionistów się uczyła. Dziwił się i martwił, gdy naukę porzucił Maciej Rybus. Nauczyciele zapamiętali go jako człowieka, który kulturę osobistą i spokój może wpajać każdej osobie. Praca z młodzieżą była pierwszym krokiem w samodzielnym prowadzeniu drużyny. W styczniu 2014 roku Magiera objął zespół rezerw Legii Warszawa składający się z młodzieży urodzonej głównie w rocznikach ’93, ’94, ’95 i młodszych.

To wtedy zaczął tworzenie kolejnych skoroszytów dotyczących jego drużyny i piłkarzy. Wtedy sumiennie rozpisywał każdy trening, co do minuty. Wykorzystywał też notatki, które tworzył wcześniej jako asystent w pierwszej drużynie, ale też jako zawodnik. – Zawsze miał dobre podejście do zawodników i z tego słynie. Każdy kto z nim rozmawiał choć raz, wie że to mądry i przede wszystkim sprawiedliwy facet. Jeśli komuś to będzie przeszkadzało, to nie będzie u niego grał. Jestem też przekonany, że nikt nie znajdzie się w wyjściowej jedenastce za zasługi lub dlatego, że ma wysoki kontrakt. Będzie rywalizacja na treningach i tylko na tej podstawie będzie można dostać przepustkę na boisko – wspomina Bartłomiej Kalinkowski, późniejszy kapitan rezerw w drużynie „Magika”.

Magiera rzadko krzyczał na treningach, podobnie było zresztą na meczach. W kontekście jego rezerw legendarna była sytuacja, po przegranym meczu w trzeciej lidze łódzko-mazowieckiej. Piłkarze w szatni spodziewali się wybuchu złości szkoleniowca, lecz ten wszedł, w ciszy przez chwilę porozglądał się po pomieszczeniu i wyszedł. Wkrótce po ligowej konfrontacji nadszedł trening, a gracze nie wiedzieli czego się spodziewać. Na początku zebrali się w kółku i usłyszeli jedno zdanie, które sprawiło, że szacunek do trenera znacznie się zwiększył. Zdanie, które dało im wiele do myślenia. – Myśleliście, że będę wkur…? Chciałem zobaczyć waszą złość po porażce, a złości nie było – powiedział. Każdy z graczy wiedział, że zawalił. – Byłem w szatni rezerw Legii, gdy Magiera był zdenerwowany – proszę mi wierzyć, nie jest wtedy ani cicho, ani przyjemnie. Potrafi opieprzyć, potrafi się wkur… Swoją postawą na co dzień powoduje, że piłkarze mają do niego duży szacunek. Aby dotrzeć do zawodników, by ci go zrozumieli, nie trzeba się przecież cały czas drzeć i wymachiwać rękami. Magiera to duży autorytet i jestem przekonany, że będą go w Legii szanować. Dla takich graczy jak Kuba Rzeźniczak czy Miro Radović trener Jacek Magiera będzie dużym autorytetem i jestem o tym przekonany. Czyli najważniejszą część szatni będzie miał za sobą uważa Kalinkowski. – Charakter to jedna ze składowych trenera. Jacek Magiera to człowiek z dużą wiedzą i doświadczeniem wyniesionym z czasów zawodniczych. Współpracowałem z nim przy pewnych projektach, w których widoczny był jego świetny warsztat trenerski. Nie ma kłopotów w prowadzeniu dialogu z piłkarzami – dodaje Wojciech Kowalewski.

Magiera prowadząc rezerwy Legii, miał różne pomysły na dotarcie do drużyny. Na początku pracy, własnoręcznie przepisał książkę, oddał do drukarni i dostarczył zawodnikom osobistym egzemplarz. Z dedykacją „szczęścia i sukcesów”. Chodziło o powieść „Szczęście czy fart”. Ta miała tłumaczyć graczom, że to oni sami pracują na swoje szczęście lub pech. Na jego polecenie szatnię rezerw pomalowano w legijne graffiti. Na jednym było hasło „dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Na kolejnym, „walczyć, trenować, Warszawa musi panować”. Było także następne, z cechami legionisty. „Magik” często również przeprowadzał rozmowy z zawodnikami, a pytał o rzeczy nietypowe. Jeśli dowiadywał się, że piłkarz mówi po angielsku, to w tym języku kontynuował pogadankę. Potrafił też zadać pytanie o to, kim był patron szkoły czy ulicy, na której mieszka dany gracz.

– W dialogu z innymi graczami jego atutem będzie to, że dobrze mówi po angielsku, porozumiewa się też po hiszpańsku i nie będzie musiał rozmawiać z piłkarzami przez tłumacza. A to jest naprawdę fajna sprawa dla obu stron – bezpośrednia komunikacja. Gdy prowadził naszą drużynę miał trudne warunki – niby był rozliczany z wyników, a nie miał wpływu na skład jaki wybiegnie na murawę. Chodził i wykłócał się w gabinetach o nas, o to byśmy mogli się rozwijać i stawiać kolejne kroki w piłkarskiej karierze. Kilka razy pokłócił się o nas z Henningiem Bergiem, a pewnie też zaiskrzyło z prezesami. To kolejna świetna cecha, zawsze walczy o swoją drużynę i zawsze ją kryje, bierze wszystko na siebie – dodaje Kalinkowski. Magiera był też w takiej sytuacji, w której na ławce usiadł obok Paco, asystenta Henninga Berga. Do rezerw zeszło wtedy wielu graczy z „jedynki”, a właściwy szkoleniowiec musiał sobie radzić z tak nietypową sytuacją. Faktycznie to Norweg prowadził wtedy zespół, a Polak musiał z honorem wyjść z tego rodzaju opresji. Praca Magiery w rezerwach nie była łatwa, bo często musiał akceptować specyficzne decyzje Berga, który miał wtedy przy Łazienkowskiej duży kredyt zaufania.

Po 1,5 rocznej przygodzie z rezerwami, Magiera pożegnał się z Legią latem 2015 roku. Jak zapowiadał, wróci i na klub się nie obraża. Żył aktywnie, organizując chociażby spotkanie na Stadionie Narodowym dla piłkarzy o świadomości w futbolu. Pojawiło się tam wielu graczy z polskich klubów. Potem wspomagał również Motor Lublin jako doradca do spraw sportowych, aż latem tego roku objął funkcję trenera pierwszoligowego Zagłębia Sosnowiec. I wtedy powróciło pytanie, które w kontekście Magiery krąży od lat – czy ma charyzmę?

– Nie uważam, by był za miękki. Nie musi wszystkiego przekazywać piłkarzom krzykiem czy za pomocą regulaminu i kar. Są inne sposoby i Jacek je dobrze zna. W takim kierunku idzie zresztą komunikacja z piłkarzami w całej Europie. Nie sądzę by pozwolił sobie wejść na głowę. To inteligentny facet i wie jak do tego podejść. Piłkarze muszą wykonywać swoją pracę, a Jacek jest właściwie przygotowany do tego, by wyciągnąć z tego jak najlepszy efekt. O mnie też się mówiło, że jestem za miły, za bardzo koleżeński. Ale jest czas na pracę i jest na zabawę. Każdy kto ze mną współpracował wie, że najpierw trzeba było wykonać swoją pracę, a potem dopiero odpocząć czy się rozluźnić – uważa Urban. – To rzetelny, pracowity i uczciwy człowiek, z którym dobrze się współpracuje. Ma fajne cechy i wiedzę, którą może przekazywać zawodnikom – dodaje kolega ze sztabu Macieja Skorży, Rafał Janas. Zdarzało się, że obaj prowadzili Legię, gdy Skorża został zawieszony przez Komisję Ligi za scysję z arbitrami. – Z Jackiem nie da się iść na skróty czy inne układy. Zazdroszczę mu konsekwencji. Śmieję się, że od dziesięciu lat pisze się o nim, jako o trenerze bez charyzmy. Jeśli przez nią rozumiemy pajacowanie, skakanie przy ławce i krzyk, to chyba nie jest to odpowiednia definicja. Jacek całe życie uczciwie i ciężko pracował na to, co mu przychodziło – dodaje z kolei Marek Magiera, dziennikarz Polsatu, ale przede wszystkim brat Jacka.

W nowej pracy, Magiera szybko poprowadził drużynę w odpowiednim kierunku. Zagłebie po dziewięciu kolejkach prowadzi w pierwszej lidze z czteropunktową przewagą nad drugą Sandecją Nowy Sącz. Każdy w Sosnowcu był zadowolony ze startu ekipy „Magika”. – Ludzie mówią, że trener Magiera jest za grzeczny. Jest dobrym człowiekiem, ale nie przeszkadza mu to w prowadzeniu zespołu. W Zagłębiu Sosnowiec jest kilku piłkarzy, którzy sporo osiągnęli, są doświadczeni, po trzydziestce, mają trudne charaktery, a on znalazł z nimi wspólny język i znakomicie się dogadywał – dodaje znający pierwszoligowy poligon Kalinkowski. – Nie jest prawdą, że brakuje mu charakteru, albo że jest za miękki. Może sprawiać takie wrażenie, ale tak nie jest. Jestem przekonany, że poradzi sobie z szatnią, że nie pozwoli sobie wejść na głowę. Jest dobrze wychowany, taki gentelman w piłkarskim środowisku, czasem jakby był z innego świata, ale to nie znaczy, że jest za grzeczny czy za miękki by być trenerem takiego zespołu jak Legia. Przy Łazienkowskiej wciąż jest bardzo silny skład, jestem przekonany, że ta drużyna może grać dużo lepiej jeszcze w tym roku – dodaje Białas.

Magiera trafi do Legii rozbitej złymi wynikami, ale też pewnymi podziałami. Szkoleniowiec będzie musiał wpoić wszystkim zawodnikom, że grać będą wtedy, gdy będą dobrze prezentowali to na trenignach. Ale zasadę uczciwośći „Magik” stosował i w życiu i w pracy. – Piłkarze na pewno będą musieli być punktualni, to coś, czego wymaga od każdego. Jeśli umawiamy się na kawę o 15:00, to on zawsze będzie na czas. I to co by się nie działo, nieważne czy korki są czy nie. Od 40 lat nie pamiętam, by się spóźnił. Jeśli już ktoś to czyni, to ja…Najważniejsza jest dla niego rodzina, o którą niesamowicie dba i zawsze chce mieć dla niej czas. Ale przy wspólnych spotkaniach… zawsze pojawia się temat sportu. Na wigilii wręcz podsumowujemy rok w różnych dyscyplinach. Lecz cóż… Ja pracuję jako dziennikarz przy sporcie, on jest trenerem, a tata w latach świetności Rakowa był kierownikiem drużyny. Nawet babcia włącza się w ten temat – charakteryzuje „Magika” jego brat.

Magiera przy Łazienkowskiej przepracował osiemnaście lat. Przeżył w Legii jako zawodnik i trener różnych właścicieli, różnych szkoleniowców, a także wielkie grono piłkarzy. – Zawsze wiedział czego chce i tak jest do dziś. Doskonale zna klub, nic nie powinno go zaskoczyć – mówi Białas. – Był asystentem wielu trenerów. Przyglądał się Legii i jej grze przez wiele lat z bliska, a to cenne doświadczenie. Sam byłem w podobnej sytuacji i wiem ile to znaczy. Teraz Jacek pokazuje, że świetnie radzi sobie z seniorami w Zagłębiu. Wystartował idalnie i udowodnił, że potrafi dotrzeć do dorosłych zawodników. Myślę, że może wiele zaoferować Legii – uważa Janas. – Ma bardzo dużą przeszłość we współpracy z różnymi trenerami, jako inteligentny gość na pewno wybrał od każdego coś najbardziej korzystnego. Może nie ma jeszcze wielkiego doświadczenia w samodzielnej pracy z seniorami, ale w piłce wszystko zmienia się bardzo szybko. I tak jest też w przypadku Jacka. Miał znakomity początek w Zagłębiu Sosnowiec. Wierzę, że podobny start zaliczy też z Legią, choć tutaj zadanie będzie trudniejsze, bo do wszystkiego trzeba podejść z marszu. Ma jednak fajny materiał piłkarski, da sobie radę – ocenia Urban, który dwukrotnie prowadził Legię.

– Legia to aktualnie okręt pozostawiony na wzburzonym oceanie. Magiera nie będzie miał łatwego zadania – przed nim wielkie wyzwanie. Przy Łazienkowskiej potrzebny jest człowiek, który zna realia klubu. To zawsze ważne, by w danym zespole pracowali ludzie, którzy mają go w DNA. Po ostatnim eksperymencie z Hasim, taka droga jest dla Legii jedyną, logiczną i akceptowalną. Na takich ludzi, jak Magiera, Vuković czy Dowhań warto stawiać, bo to świetni fachowcy, ale też oddani kibice – stwierdził Kowalewski. – Oby Jacek był wreszcie pierwszym trenerem Legii na lata. Polska rzeczywistość pokazuje, że w klubach czasem brakuje cierpliwości. Rozumiem jednak sytuację z Hasim, bo miarka się przebrała. Magiera będzie potrzebował trochę czasu, by stworzyć swoją Legię. Hasi nie miał pomysłu. Kolejne mecze mijały, a nie było wiadomo, jak ma grać jego zespół, wszystko ciągle wyglądało inaczej. Jacek jest człowiekiem, który może poukładać rozrzucone klocki w fajną budowlę. Zna klub od podszewki, nie musi się uczyć specyfiki rozgrywek jak każdy zagraniczny trener i dostaje klub, którego prowadzenie już kiedyś mu obiecano – wspomina Janas prowadzący obecnie juniorskie reprezentacje Polski.

O Jacku Magierze złe słowo znaleźć trudno. – Do kogo nie zadzwonisz, będziesz słyszał pozytywy. Nie wiem, kto mógłby o nim powiedzieć coś złego. Szacunek, jeśli wynaleźlibyście kogoś takiego – powiedziała ze śmiechem jedna z osób z legijnego otoczenia. – Przede wszystkim gratuluję Jackowi. To nie jest taka prosta sprawa, dostać szansę w Legii w roli trenera. Przeżyłem to na własnej skórze, byłem debiutantem – była to moja pierwsza praca na tym poziomie i od razu w tak wielkim klubie. Biorąc pod uwagę jak mocna była wtedy Wisła, to chyba za bardzo tego nie zepsułem. Teraz Jacek Magiera jest w podobnej sytuacji, merytorycznie jest znakomicie przygotowany do tego, aby poprowadzić zespół w ekstraklasie, nawet taki jak ten z Łazienkowskiej – kończy Urban.

– Będę jego największym i najwierniejszym kibicem. Szef sportu w Polsacie, Marian Kmita, zapytał się mnie kiedyś czy jesteśmy tacy sami z Jackiem. Odpowiedziałem, że nie. Nie ta konsekwencja… Jacek to człowiek, który jest jak zawodowy wykładowca na uczelni, którego pasją jest doprowadzenie studenta na jego miejsce. To facet zawsze przygotowany do swojej pracy i wkładający w nią to co najlepsze. Trudne decyzje zawsze sprawiały, że dostawał tego owoce. A cały czas mam wrażenie, że ma jeszcze „to coś”, coś niezdefiniowanego. Jeszcze – uważa Marek Magiera.

Mówi się, że Legia zmienia ludzi. Niektórzy nie dają sobie rady przy Łazienkowskiej, przetrwać potrafią najsilniejsi. – Praca w największym polskim klubie sprawi, że Jacek będzie trenersko tylko dojrzewał. Jestem jednak przekonany, że jako człowiek nie zmieni się w ogóle – uważa jego brat. – Nie zawsze dobry trener, jest dobrym człowiekiem, a Jackowi udaje się to łączyć – twierdzi z kolei Janas. A skoro Jacek Magiera jako piłkarz, trener i człowiek przetrwał w stołecznym klubie osiemnaście lat… Lada moment licznik znowu zacznie naliczać kolejny czas w związku „Magika” z Legią.

Autor: Piotr Kamieniecki, Marcin Szymczyk Źródło: Legia.Net

http://www.legia.net/wiadomosci,66332-jacek_magiera___trener_z_charakterem_i_zasadami.html